Ałmata. Tajemnica polskich książek.

Tajemnice polskich książek z ałmatyńskiej Biblioteki Narodowej O polskich książkach w kazachskiej bibliotece piszą redaktorzy naczelni adresowanego do polskiej Polonii w Kazachstanie kwartalnika „AŁmator” Piotr Boroń i Lucyna Ejma. Ałmatyńska Biblioteka Narodowa /Kazachstan/ posiada w swoich zbiorach cenną i bogatą kolekcję polskich książek. Do bardziej wartościowych, spośród tych, które trzymali w rękach niżej podpisani, można zaliczyć m.in. „Dykcyonarz roślinny” Jana Kluka (t. I 1805, t. II 1808), Nowy Testament w tłumaczeniu Jakuba Wujka (1819), „Dzieła Ignacego Krasickiego” (1829) i „Śpiewy historyczne” Juliana Ursyna Niemcewicza (IV wydanie z krytycznym komentarzem Joachima Lelewela z 1835 r.).

Stan wielu książek, często posiadających piękne introligatorskie oprawy, jest bardzo dobry. Trafiają się jednakże egzemplarze podniszczone, noszące ślady przebarwień, zacieków czy nadpaleń. O ile dobrze mi wiadomo to właśnie naszemu kwartalnikowi zawdzięczamy pierwsze, publikowane wzmianki o ałmatyńskich polonikach. Choć trzeba też oddać sprawiedliwość Aleksandrowi Watowi, który już w 1941 roku dowiedział się o rękopisach polskich zesłańców przechowywanych w Państwowej Publicznej Bibliotece im. A. Puszkina (jej spadkobierczynią jest właśnie Biblioteka Narodowa), o czym poeta wspomina na kartach „Mojego wieku”. Redaktorzy „AŁMATORA”, podążając niejako tropem Wata, postanowili przyjrzeć się bliżej polskim zbiorom znajdującym się w Ałmatach oraz dokonać ich choćby zwięzłego opracowania. Miejmy nadzieję, że ich wysiłki przyniosą odpowiedź na wiele ważnych pytań: Ile pozycji wchodzi w skład tego zbioru? W jaki sposób Biblioteka Narodowa pozyskała kolekcję polskich książek? Jak ona trafiła do Ałmatów? Kim byli czytelnicy dziewiętnastowiecznych wydań dzieł Mickiewicza, Prusa, Sienkiewicza i Orzeszkowej, które figurowały w katalogach bibliotecznych późniejszych Ałmatów, czyli miasta Wiernyj? Jaką wartość historyczną mają polskie książki przechowywane w najważniejszej bibliotece Kazachstanu? Wreszcie: Kim byli ich pierwsi właściciele i czego możemy się o nich dowiedzieć podczas oględzin tych często bardzo starych, bywa, że dwustuletnich woluminów?

Pośród poloników wyjątkową pozycję zajmują te, na których widnieją dedykacje, autografy (podpisy), pieczęcie, ekslibrysy oraz różnego rodzaju adnotacje (glosy) skreślone ręką posiadaczy. Dla każdego Polaka takie książkowe „drobiazgi” mają rzecz jasna wartość sentymentalną. Historyk zaś dostrzeże w nich przede wszystkim wielkie walory poznawcze. W Bibliotece Narodowej zachował się na przykład egzemplarz powieści Elizy Orzeszkowej „Maria” z 1886 roku, której czytelnik (i być może pierwszy właściciel) z takim przejęciem oddawał się lekturze książki, że umieścił w kilku jej miejscach, zapisane ołówkiem i starannie wykaligrafowane, swoje uwagi: „Cha, cha, znudził się biedaczysko!!!”, „Łże jak najęty”, „Najbezczelniej łże – niepodobna!!”. Zapewne nie dowiemy się nigdy, czy autor tych komentarzy poczynił je w Polsce, czy też był jednym z użytkowników biblioteki miasta Wiernyj, do którego przyjechał w poszukiwaniu pracy i kariery lub też w którym znalazł się, niczym A. Wat, nie z własnej woli. Karta tytułowa książki zawiera, obok numerów inwentarzowych i sygnatury, aż 3 pieczęcie, pozwalające ustalić wcześniejszą, biblioteczną przynależność książki. Są to: eliptyczna pieczęć Biblioteki im. A. Puszkina oraz kwadratowa z napisem: „Semireczeńskaja Obłastnaja Publiczna Bibliotieka” (biblioteka ta powstała w 1920 r.). Trzecia pieczęć, okrągła, z umieszczonym na niej rokiem „1885” to pieczęć Wierneńskiego Publicznego Stowarzyszenia („БИБЛИОТЕКА ВЕРНЕНСКОГО ОБЩЕСТВЕННОГО СОБРАНИЯ 1885”). Było ono czymś w rodzaju klubu, odpowiednikiem naszych resurs kupieckich, a jedną z form jej działalności było prowadzenie biblioteki. To właśnie dzięki tej pieczęci wiemy, że powieść Orzeszkowej, obok wielu innych książek wydanych na ziemiach polskich, trafiła do czytelni Wierneńskiego Stowarzyszenia. Czyżby zamówiono ją u warszawskiego wydawcy Salomona Lewentala i zrobiono to z myślą przede wszystkim o Polakach zamieszkujących miasto nad Ałmatynką?

Kwestia pochodzenia druków, zwłaszcza tych noszących polskie znaki własnościowe (podpisy, pieczęcie, ekslibrysy) oraz dedykacje, przedstawia się bardzo tajemniczo. Zanim znalazły one schronienie w Biblioteki Narodowej przebyły zapewne długą i skomplikowaną drogę, o czym świadczą liczne biblioteczne adnotacje, różne numery inwentarzowe i sygnatury oraz pieczęcie czasem kilku bibliotek. Książki te przechodziły na przestrzeni kilkudziesięciu lat z rąk do rąk bądź to w czasach carskich, bądź sowieckich. Wcześniej były jednak własnością Polaków o czym świadczą wspomniane znaki własnościowe oraz nieliczne dedykacje. Na liście właścicieli, których dotychczas udało się zidentyfikować, figurują takie nazwiska jak: Piotr Iwaszkiewicz, Wiktor Iwaszkiewicz, Ignacy Szantyr, Kliment Skalski, Hieronim Sobolewski, Julian Drowanowski, Juliusz Roszkowski. O tym, kim byli oraz w jakich okolicznościach rozstali się ze swoimi książkami (księgozbiorami), możemy i powinniśmy snuć różne przypuszczenia, które być może kiedyś zyskają rangę naukowych ustaleń. Na przykład po Józefie Zawadzkim i Aleksandrze Drowanowskim pozostały bardzo interesujące pieczęcie, których treść pozwala rzucić nieco światła na losy książek i ich właścicieli. Józef Zawadzki prowadził w Odessie bibliotekę i magazyn muzyczny – takiej treści pieczęć (w języku francuskim) widnieje na zbiorze opowiadań Jana Rutkowskiego „Pajęczyna” wydanym w Warszawie w 1891 roku. Z kolei Aleksander Drowanowski opatrzył wydrukowane w 1843 r. w Wilnie „Poezije Alexandra Grozy” pieczęcią na której znalazły się następujące informacje: „Aleksander Drowanowski / ………….. dn. 190 … r. / TROJANY / Podolska Gub. Poczta Gruszka”. Dużą wartość poznawczą przedstawiają te egzemplarze, w których umieszczono dedykacje. Jest ich niestety niewiele, a spośród dotychczas odnalezionych do najciekawszych należy wpis poczyniony piórem w 1915 roku na egzemplarzu „Quo Vadis” z 1913 roku. Jego interesująca treść warta jest przywołania w całości: „Życzę wraz z Petroniuszem: Niech polne, leśne i źródlane boginki sypią Wam kwiaty po drodze, a po wszystkich akantach, w kolumnach Waszego domu, niech gnieżdżą się białe gołębie. Takiem niech będzie całe życie Twoje, moja złota dziecino!! Twoja Helena 10 lipca 1915 r.”. Z badawczego obowiązku dodajmy jeszcze, że na wklejce książki widnieje pieczęć: „Księgarnia / W. Marowskiego / w Mińsku”.

Jak z powyższych przykładów widać ałmatyńskie biblioteczne polonika to pasjonująca, pełna tajemnic kolekcja, która aż się prosi o gruntowne przebadanie. Pierwszy krok już za nami, a o rezultatach kolejnych chętnie będziemy informować.

https://stowarzyszenieinicjatywadlapolonii.pl/almator https://patronite.pl/almator

Lucyna Ejma, Piotr Boroń .